Rej Słynął z ciętego języka. Ba! Gdybyśmy chcieli powiedzieć o tym tak po ludzku i po Rejowsku, to najwłaściwszy byłby zwrot: miał niewyparzoną gębę… Potrafił nieźle dokuczyć i księdzu plebanowi, i swoim braciom szlachcie. Dziś o takich mówi się, że są weredykami. Napiszą i powiedzą wszystko, o czym myślą. Przeszedł do historii jako „ojciec piśmiennictwa polskiego”, który uznał język rodzimy za równy łacinie, choć były to czasy, gdy lingua latina uważana była za język „szlachetny”, w przeciwieństwie do języków narodowych, które nazywano lingua vulgaris, czyli języki pospolite. Złośliwi mówili, że miłość do języka polskiego wzięła się u niego raczej z nieuctwa i zbyt słabej znajomości łaciny, by móc w niej wyrażać swoje uczucia. On sam szorstkim i niewybrednym językiem jakby podtrzymywał tę opinię. To był jednak tylko literacki image, z którym mu było dobrze. W rzeczywistości bowiem był jednym z największych pisarzy polskich okresu odrodzenia, świadomie dążącym do zobrazowania i odtwarzania barw życia w języku, którego uczono go od kołyski: "A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają"… Dumne to słowa, choć mało kto wie, że słowo "gęsi" użyte jest tu w znaczeniu przymiotnikowym, a nie jako rzeczownik. Gdyby Mikołaj Rej z Nagłowic (1505-1569) żył w naszych czasach, zaliczałby się do gorących zwolenników ziół i zdrowej żywności… Nie można mieć co do tego żadnycyh wątpliwości, kiedy się czyta jego Żywot człowieka poćciwego (1568), w którym zawarł wzór życia w zgodzie z naturą i Bożym światem. Warto przypomnieć kilka fragmentów z tego zapomnianego utworu.
*
A jako różne są czasy w roku, też są i różne przypadki i w gospodarstwie, i w każdej sprawie człowieka poćciwego, gdyż rok jest na czworo rozdzielon: naprzód wiosna, więc lato, potym jesień, więc zima. A w każdym z tych czasów i potrzebnego a różnego gospodarstwa i rozkosznych czasów i krotochfil swych w swoim onym pomiernym a w spokojnym żywocie poćciwy człowiek może snadnie użyć.
*
Azaż owo nie rozkosz po sadkach, po ogródkach sobie chodzić, szczepków naszczepić, drobne drzewka rozsadzić, niepotrzebne gałązki obcinać, mszyce pozbierać, krzaczki ochędożyć, okopać, trzaskowiskiem osypać. Też sobie i wineczka, i różyczek możesz przysadzić, bo się to barzo łacno wszytko i za barzo małą pracą przyjmie. Więc też sobie pójdziesz potym do ogródeczków, do wirydarzyków, grządki nadobne obaczyć. To sobie z oną rozkoszą nasiejesz ziółek potrzebnych, rzodkiewek, sałatek, rzeżuszek, nasadzisz maluneczków, ogóreczków. I majeranik, i szałwijka i inne ziółka – wszytko to nic nie wadzi. Więc włoskich grochów, więc wysokich koprów, więc i innych wiele rzeczy, co się to wszytko przygodzi.
*
Ale najdziesz i takiego niedbalca, co mu się to barzo trudno widzi i powieda: "E…, wolałbym ja tu gnoju nawozić a jęczmienia nasiać". Ale jeśli może być i gnój i jęczmień, cóż ci to wadzi rozkosz i krotochwilę i pożytek czynić? Dasz chłopu grosz, jeśli mało masz ludzi do roboty, iżci płonek przyniesie. Dasz drugi grosz, iżci ich naszczepi. A gdy to zroście, tedyć jedno drzewo i grzywnę pożytku uczynić może. Nie grosz ci tu krzyw, ale gnuśność, a niedbałość. Azaż lepiej, iż ci łopian pod okny śmierdzi a pokrzywa cię parzy, niżlibyś co innego na to miejsce posadził? A z jabłuszka możesz sobie kilka potrawek uczynić: dobre warzone, dobre smażone, dobre pieczone, dobrze imi gęś nadziać, dobra kasza z nich przetarłszy przez durszlak, dobrze ich ususzyć i w pudle na cały rok chować – nie wszystko gryźć jako świnia!
*
A jeśli umiesz czytać, azaż to nie rozkosz, czas sobie upatrzywszy, nad książkami posiedzieć? Ale sobie to czytaj, coby cię nadobnych cnót a poćciwego żywota uczyło. Nie bawże się zasię leda czym, bo mało tobie po Owidiuszu, po Horacjuszu, bo na cię trudny i fabułami zabawiony. Azaż to nie rozkosz wiedzieć przyrodzenie każdego źwirzątka, każdego ptaszka, każdego drzewka, każdego ziółka? Z czego się możesz i gospodarstwa wiele nauczyć i między ludzi przyszedszy, nie siedzieć jako darmobyt, gdzie się wżdy będziesz umiał i ku temu, i ku owemu przymówić.
*
Choćci Włoszek serwetkę ma i kuradenty, Ale, by wół, sałatą posra sobie pięty. Żabka, kotek, ślimaczek – to u nich źwierzyna, A potym wódkę pije, przymieszawszy wina. A nie masz tych przysmaków snać na wszytkim świecie, Czego w Polszcze nie znajdzie i w zimie, i w lecie!
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum