11 lat temu, dnia 24.07.1993 pani Barbara miala wypadek. W skutek uderzenia w czaszke (srodek czola) z bliskiej odleglosci odlamkiem drewna grubosci reki doroslego mezczyzny stracila przytomnosc. Stracila duzo krwi, karetka w ciagu kilkunastu minut odtransportowala ja na stol opreacyjny. Operacja trwala ok. 3 godziny, podczas ktorej usunieto odlamki czaszki, naprostowano przetracony nos i tylko czesciowo zrekonstruowano czolo. Zalozono jej metalowa klamre ktora Pani Barbara nosi do dzis (w ciagu kilkutygodniowego pobytu w szpitalu Pani Barbara przezyla kilka operacji). Podczas ktorych borowano jej kosci czola, usuwano pozostale odlamki, nastawiono nos, odsysano zakrzepnieta krew, itd.
Jak wspomina Pani Barbara: - Sam pobyt w szpitalu i operacje to jeszcze nic w porownaniu z dolegliwosciami ktore nastapily po wypadku. Cudem uniknella smierci, lecz od tej pory stala sie prawie niepelnosprawna. Najbardziej dokuczajaca dolegliwoscia powypadkowa byla PADACZKA. Najgorszy byl dla niej strach przed kolejnym atakiem ktory przychodzil niespodziewanie i bez ostrzezenia. Kazdy atak, dla kobiety w jej stanie mogl sie zakonczyc zgonem.
Po wypadku Pani Barbara: - wpadla w gleboka depresje - miala napady "klucia i kolatania serca" - cierpiala na chroniczne zmeczenie i bezsennosc - po jakims czasie pojawily sie zylaki - drzenie rak, dusznosci - zawroty glowy w polaczeniu z utrata przytomnosci - ciagle zapominanie sie [krotkotrwale utraty pamieci] - reakcje organizmu na kazda zmiane pogody
Pani Barbara juz od jakiegos czasu cierpiala rowniez na hemoroidy, cierpniecie rak i nog, miala problemy gastryczne, silne bole menstruacyjne szczegolnie uciazliwe w okresie menopauzy. W takim stanie Barbara urodzila 3 syna w 1998 roku. Porod byl przyspieszony o 3 miesiace, jednak odbyl sie bez zadnych komplikacji i dziecko rozwija sie prawidlowo do dzis.
Przez caly czas Pani Barbara byla aktywna w swoim zyciu ktore jej nie rozpieszczalo. Przez jedenascie lat pracowala ciezko na gospodarstwie rolnym wraz ze swoim mezem. Nie poddawala sie i walczyla.
W styczniu 2004 roku pierwsza butelke ALVEO przyniosl jej najstarszy syn. Poniewaz byla juz "przesycona" ciaglymi reklamami cudownych lekow, srodkow i na wylot znala juz terapeutow z ktorych kazdy wiedzial najlepiej co jej dolega i zapewnial ja, ze "tym razem napewno jej pomoze" z wielka niechecia i nieufnoscia zaczella pic ALVEO. Pierwsze subiektywne odczucia pojawily sie na poczatku drugiego tygodnia.. oczywiscie dzis sie z tego smieje, ale mowi, ze nawet wtedy sadzila iz poprawa nastapila w wyniku zmiany pogody. Pani Barbara w kolejnym tygodniu nie czula zmeczenia, i "kamiennych nog". Zylaki przestaly ja bolec - Na poczatku tylko w dotyku, az w koncu bol calkowicie ustapil. Po pierwszym miesiacu gdy zaczella pic juz druga butelke czula sie znacznie, znacznie lepiej.. Po jakims czasie zauwazyla, ze ustapily stale ataki padaczki. Raz gdy zrobilo sie jej duszno w autobusie myslala, ze dostanie ataku ale po kilku sekundach wszystko minello - bylo to spowodowane prawdopodobnie brakiem swiezego powietrza w zatloczonym autobusie. Podczas picia drugiej butelki ustapily bole glowy, kolatanie serca, depresja.
"Dzis nie odczuwam bolu zylakow, cierpniecia rak i nog.. ustapily takze bole gastryczne i bole menstruacyjne! Nie jestem w stanie podac wszystkich dolegliwosci powypadkowych poniewaz o wiekszosci juz zapomnialam. Badania ktore zrobilam sobie kilka tygodni temu wykazaly, ze cukier mam w normie i pierwszy raz w zyciu wg badania lekarskiego nie mam anemii. Cholesterol rowniez jest w normie. Moje relacje w rodzinie znacznie sie poprawily - nie jestem zmeczona, moge zajmowac sie dzieckiem, spie przez cala noc. Od momentu gdy zaczellam pic ALVEO lacznie ze znajomymi i rodzina wypilismy juz 38 butelek, a dzieki radom syna, kazda kolejna butelka nic mnie nie kosztuje. Gdyby syn nie przyniosl mi ALVEO i nie naklonil do sprobowania nadal zylabym w nieswiadomosci i chorobie. Stracilam 11 lat zycia, ale dzieki ALVEO zyskalam duzo wiecej..."
Dzień Dobry! I znów początek na temat działania ALVEO podobny, by nie powiedzieć standardowy: REGULUJE! W dużym uproszczeniu może to wyglądać tak: nadpobudliwych uspokoi, zbyt przytłumionych ożywi. Znam przypadki, o których mówi się "człowiek zszedł po ALVEO z parapetu". Depresja, na granicy myśli samobójczych, i po kilku dniach całkowita zmiana nastaroju - odzyskanie chęci do życia. Lecz przypadki (nawet wiele) to nie reguła. W określonych sytuacjach może się ALVEO okazać za słabe, przynajmniej na szybki efekt. To wcale nie oznacza, że trzeba sięgnąć po leki antydepresyjne, psychotropowe, nawet tzw. najnowszej generacji (rzekomo nieuzależniające). Inaczej mówiąc, warto spróbować, wierzyć w działanie, lecz jeśli efekt nie jest wystarczający, nie rezygnować z łacznego (z ALVEO) stosowania innych środków. ALVEO pobudza przy zmęczeniu, np. kierowców w czasie jazdy. Uwaga! Znam też osoby, które nie mogą pić ALVEO (szczególnie winogronowego) wieczorem, przed snem. Bowiem ożywia je zbyt silnie. Są też inni którym ALVEO na dobranoc ułatwia dobry sen. A zatem, należy sptróbować i obserwować własny organizm. Andrzej METERA
Witam serdecznie. Mam 23 lata i do Alveo podszedłem tak sceptyznie jak tylko się dało!! Znałem już osoby, które polecały różne preparaty, różnych lekarzy i finał zawsze był taki sam... Mniej w portfelu moich rodziców!! Jak zacząłem pic (a chciałbym dodać że jestem alergikiem na prawie wszsytko... Czyt. pożywienie, pyłki... dosłowie wszystko i to silnie zawsze przezywam). Z AZtes nie dawałem sobie wogóle rady (co wiązało się z zawaleniem studiów, problemami osobistymi, ciągła depresją... szczerze nie było dobrze) a tu po 2 tygodniach zauważyłem pierwsze objawy działania preparatu... Nie chciałem jakoś podchodzić do tego z hurra optymizmem bo może mogło być to spowodowane powrotem z dość dlugiego pobytu nad morzem gdzie zawsze było dużo lepiej niż w niezbyt czystym mieście)... ale poprawa widać było z dnia na dzień. Zacząłem normalnie sypiać (wcześniej spałem prawie cały czas, czyli ok 10 godzin... a jak spałem krócej zasypiałem stojąc ze zmęczenia), a po 7 godzinach snu mam teraz tyle energii jak nigdy dotąd... Z cery zaczęly znikać zaczerwenienia które znałem od dziecinnstwa. Zacząłem normalnie funkcjonować... Nie będę pisał jak teraz się czuję ani jak wyglądam bo i tak żadna z osób które mają AZS by mi nie uwierzyła... Ale wierzcie mi zacząłem życie od nowa i staram się powolutku nadrabiać zaległości... Pozdrawiam serdecznie
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum